Zacznijmy (bo zawsze trzeba od czegoś zacząć, choć rzadko wiadomo, od czego właściwie)
od obserwacji równie niekomfortowej, co banalnej:
Większość NAPRAWDĘ pogodnych ludzi, których znam — tych prawdziwych,
nie tych z reklamowych ekosystemów — utrzymuje swoje życie w całości dzięki rytuałom
( Tak subtelnym, że nikt poza nimi samymi nie zauważa ich istnienia.)

MASZ TAKI RYTUAŁ?
Te drobne czynności są prywatnymi runami mocy.
Mój to taniec. W Pełnię księżyca
(Choć już sama nazwa brzmi tak pretensjonalnie,
że czuję przymus zdystansowania się od własnej osoby.)
To raczej coś pomiędzy odruchem fizjologicznym a sakramentem: człowiek, który wie, że musi się ruszać, żeby nie skamienieć na zawsze w tej jednej wersji siebie, która akurat obowiązuje w dzień,
a która — jak większość wersji nas samych — powstała przypadkiem, z przemęczenia.
.
Rytuały interesują mnie od dawna, głównie dlatego, że z punktu widzenia kultury wykonują one zadanie paradoksalne: podtrzymują prywatny porządek w świecie, który nieustannie przerabia tożsamość na zasób do wykorzystania. Myślę, że śmiało by rzec można że:
rytuał jest mikro-aktem suwerenności, którego nie da się skomercjalizować bez utraty jego sensu.
U mnie np -Pełnia księżyca jest pretekstem, ale też wymuszeniem. Nie można jej przełożyć, przesunąć, odroczyć – co samo w sobie jest prawie obsceniczne w epoce, gdzie wszystko da się zaplanować i przestawić. Pełnia księżyca jest jedyną aplikacją, która nie przyjmuje naciśnięcia
„remind me later”. Może dlatego wtedy tańczę: żeby mieć choć jedno zobowiązanie wobec czegoś WIĘKSZEGO niż powiadomienia.
Jest w tym jakaś czysto ludzka desperacja: pragnienie, by w środku rzeczywistości, która chce wszystko zrównać, wykroić sobie okienko niepodległości — nawet jeśli trwa to tylko tyle, ile trzeba, by przesunąć ciężar ciała z lewej nogi na prawą. I w tej absolutnej prostocie, w tej miękkiej, trochę dzikiej zgodzie na własną zmienność —
zwyczajny, osiągalny luksus bycia sobą, choćby przez trzy h w miesiącu.

Rytuały magiczne
Weźmy choćby prostą czynność: poranne ubieranie się.
W wersji rutynowej jest to operacja logistyczna.
W wersji rytualnej — Osoba, która rano wybiera sweter,
nie wybiera materiału na ramiona, tylko narrację,
którą będzie dziś urzeczywistniać.
człowiek nie ubiera się w tkaniny, tylko w interpretacje.
Jako nekromantka ubrań widzę to wyraźnie:
Szczególnie kobieta, nie zakłada ubrania — ona przywołuje wersję siebie, której w danym dniu potrzebuje.
Ten sweter, który trzymasz tylko na „trudne momenty”.
Ta sukienka, która przypomina ci, że kiedyś, wbrew wszystkim, byłaś odważna.
Te spodnie, które nosisz, gdy musisz wejść do świata jak własnego domu — (pewnie, stabilnie, z tą specyficzną kobiecą determinacją, którą mylisz ze spokojem, ale która w rzeczywistości jest formą genialnej samoobrony.)
Ubranie nie jest więc rzeczą.
Ubranie jest przedmiotem zaklętym.
A zaklęcia działają tylko wtedy, kiedy powtarzasz je świadomie.
Jest pewna delikatna, półprywatna magia w przedmiotach, które nosimy tak często, że zaczynają
BYĆ RYTUAŁEM. To repozytoria wersji nas, które chronią nas przed własnym zapomnieniem.
Ubraniowy rytuał jest próbą powiedzenia światu prawdy o sobie zanim świat powie swoją wersję.
Rytuały ubraniowe — są mikromechaniką wolności. To drobne, powtarzalne akty samostanowienia,
w których człowiek klei siebie z powrotem po każdym rozproszeniu, jakie funduje codzienność.
I choć świat widzi w nich tylko kolory, tkaniny i drobiazgi, w rzeczywistości są to nieraz najsubtelniejsze narzędzia przetrwania, tworzenia sensu i codziennego piękna.
Rytuał nie musi być skomplikowany
– musi być twój
Najbardziej poruszające rytuały kobiet to nie te z drogich magazynów lifestyle’owych
(chociaż kocham ich papierową pychę ), lecz te niepozorne:
- delikatne składanie ulubionego T-shirtu
- nakładanie szminki tylko na chwilę, tuż przed snem, „bo chcę być ładna dla siebie”,
- zapinanie guzika w płaszczu tak, jak robiła to ich mama.
Kiedy wykonuje swój rytuał, świat nie ma do mnie dostępu.
Nawet jeśli stoję w autobusie.
Od jakości uwagi zależy jakość istnienia.
I właśnie dlatego rytuały są tak poważną sprawą, choć o powadze tej mówi się niechętnie, żeby nie wyjść NA P.E* (Przesadnie emocjonalną)
To, jak żyjemy, zależy od tego, jak kierujemy uwagę
Rytuał jest uwagą w formie czynności.
Uwaga w formie gestu.
Człowiek, który świadomie wykonuje swój rytuał odzyskuje siebie nie metaforycznie, ale dosłownie.
Ludzie odzyskują podmiotowość w najdziwniejszych momentach: podczas rozmowy o niczym,
w kolejce, w reklamie pasty do zębów, w samotności hotelowej łazienki.
Rytuał to moment, w którym człowiek nie jest już obiektem świata, tylko jego autorem.
A ubranie?
Ubranie jest zaklęciem, które działa tylko wtedy, gdy wypowiada je ta/ten, która/y go potrzebuje.
Leave a comment