Eco-Kinder
czyli metafizyka pęknięć w codzienności
✪ Sen 1
W średniowieczu pewna zakonnica wynajduje Kinder Niespodziankę. Pości tak długo, że zaczyna widzieć rzeczy z przyszłości. Widzi żółtą kapsułkę.
Nie zna słowa „plastik”, nazywa ją więc materią bez duszy, lecz z zamiarem.
W kapsułce znajduje się maleńki szalik piłkarski. Na szaliku słowo, którego nie zna: BORUSSIA. Brzmi to jej jak imię demona z tych pomniejszych. Wieczorem zapisuje w kronice: Nadejdzie czas, gdy ludzie będą nosić swoje krzyki na szyjach. A ich córki uszyją z nich sukienki.

Hala Targowa
Niedziela, pchli targ pod Halą Targową w Krakowie. Robimy lookbook Trashki: sukienki uszyte ze starych szalików piłkarskich, tych samych krzyków, które przewidziała nasza zakonnica. Fotograf Łukasz Zając ustawia dziewczyny wśród stert zabawek z Kinder i ja na chwilę (zamiast czuwać nad wyglądem ubrań w kadrze zamyślam się na temat tego, co łączy kinder niespodziankę i Trashkę?)
Jako dziecko wierzyłam, że Kinder Niespodzianka jest magiczna: że ktoś gdzieś decyduje, co trafi do każdego jajka, i że ta decyzja coś znaczy. Teraz wiem: centrala w Luksemburgu, linia produkcyjna, formy do plastiku, numer partii. Wiem, że w 2022 roku fabryka w belgijskim Arlon musiała wycofać jajka, bo tamtej wiosny niespodzianką była salmonella.
W któreś święta, jeszcze w liceum, obracałam jajko w dłoniach i zastanawiałem się, czy te rzeczy w ogóle jeszcze się otwierają. Na dywanie leżały skórki mandarynek, do rękawa przykleiła mi się taśma. Radio mruczało głosem, który od dekady zapewniał nas, że wszystko będzie dobrze, jeśli kupimy sobie jeszcze jedną ładną rzecz.
Otwierały się. Przez chwilę znów wierzyłam, że magia jest z plastiku i ma instrukcję w sześciu językach. Uśmiechnąłam się nawet, wtedy kiedy należało. Ale nie czułam tego, co w wieku sześciu lat. Czułam, że rozmijam się ze światem: jakby ten, który nauczył mnie tych gestów, po cichu zakończył działalność, a ja wciąż wykonuje je przed pustą widownią.

✪ Sen 2
W innej Polsce, takiej, którą przez transformację przeprowadziło państwo zamiast rynku, każdy noworodek dostaje trzy rzeczy: książeczkę zdrowia, pierwsze wezwanie z ZUS-u i jajko Kinder.
W środku nie ma zabawki. Jest maleńki plastikowy sklep.
Sklep jest zamknięty. Na drzwiach wisi kartka: Zaraz wracam. Wisi tam od 1990 roku.
A jednak wciąż czuję tę iskrę, kiedy rozdziera się folia. Moją iskrę: prywatną, nazywam ją metafizyką pęknięć w codzienności. Tę mikrosekundę między czekoladą a plastikiem, zanim wszystko znów stanie się produktem. Jeśli w Trashce o coś chodzi, to o próbę zbudowania czegoś z tej mikrosekundy.
Bardzo uczciwy przedmiot
Nie jestem pewna, czy kapitalizm kiedykolwiek wyprodukował przedmiot bardziej #na swoje podobieństwo type shitt niż Kinder Niespodzianka. Ani iPhone, ani torebka, ani flat white za dwadzieścia cztery złote wypijane na betonowej podłodze obok fikusa lirolistnego z etylolaktesu.
Jajko nie udaje, że chodzi o smak, jakość czy choćby zabawkę. Czekolada to alibi. Kupujesz małą teologię oczekiwania w kształcie jajka. Sprzedawało unboxing już w 1974 roku, trzydzieści lat przed tym, nim komuś przyszło do głowy nagrywać się przy rozpakowywaniu.
Cienka czekolada pęka w palcach jak czekoladowa hostia. Kapsułka otwiera się z suchym kliknięciem. W środku plastikowy los.
Prawdziwym towarem jest niespodzianka ( słowo, które tak naprawdę w kapitalizmie oznacza kontrolowaną losowość.) Możesz trafić na coś zabawnego, coś banalnego, zwykle pingwina, albo coś do złożenia. Innymi słowy, Ferrero zleciło ostatni etap produkcji sześciolatkowi Kilka minut pracy: akurat tyle, żebyś poczuł, że sam nadałeś temu sens.

✪ Sen 3
Dziecko otwiera Kinder Niespodziankę i znajduje w środku inne dziecko, właśnie otwierające Kinder Niespodziankę.Tamto jest spokojniejsze, bogatsze i ma ładniejszą matkę.
Co znamienne, Stany Zjednoczone całkowicie zakazują tego produktu: ustawa z 1938 roku zabrania umieszczania w żywności niejadalnych przedmiotów. Najbardziej entuzjastyczny rynek świata stawia granicę przy niespodziance. Ferrero odpowiedziało Kinder Joy: dwie połówki, po jednej stronie czekolada, po drugiej zabawka. Nic się nie ukrywa. Radość jest więc tym, co zostaje po usunięciu niespodzianki.
Dorośli jedzą je po kryjomu. Przy biurkach. W zaparkowanych samochodach. Z poczuciem winy, bo nie chodzi już o zabawkę, a nie umieliby powiedzieć, o co chodzi zamiast niej.
Ferrero by umiało. Przyjemność nie bierze się z posiadania, lecz z krótkiego napięcia między obietnicą a rozczarowaniem. Zanim zrozumieliśmy cokolwiek z podatków, miłości czy psychoterapii, wiedzieliśmy już, jak smakuje oczekiwanie i rozczarowanie, i że nie można mieć jednego bez drugiego. Jajko było naszym pierwszym kursem odczuwania. Każda lekcja trwa dokładnie trzy sekundy.
✪ Sen 4
Jajko Kinder idzie na psychoanalizę. Mówi, że czuje w środku pustkę.
— Pustkę ! Powtarza analityk i wstaje. Sesja trwała pięć minut.
Jajko wraca do domu w folii. Po raz pierwszy ktoś zostawił je nieotwarte.
Zgłoszono do opatentowania
Nie trzeba tłumaczyć, co zrobiliśmy z tą pierwszą lekcją. Już nie tylko przeżywamy. Pakujemy przeżycia. I wiemy, że to robimy.
Z tej wiedzy wyrosła Trashka. Nie tyle z oporu, ile ze wzruszenia ramion: no dobrze, i co z tego? Nadałam temu nazwę, żeby móc się z tego śmiać, a potem zarejestrować znak towarowy. W tych dwóch rzeczach kapitalizm jest najlepszy: stroi ironię i odsprzedaje ją nam z powrotem. Potem przywłaszczyłem sobie jeszcze nazwę Ferrero, dokleiłem z przodu ECO i ogłosiłam się Eco-Kinderką. Tak właśnie stajesz się przedmiotem, który zamierzałeś wyśmiać: pustą czekoladową skorupką z biznesplanem w środku.
✪ Sen 5
W jednej wersji świata jajka Kinder nie otwiera się rękami. Otwiera się je pozytywną decyzją kredytową.
Gdy ją dostaniesz, folia rozchyla się sama. W środku mieszkanie pokazowe: beżowa kanapa, storczyki, poduszka z motywem ETNO-BOHO i grafika z napisem HOME.
W szafie wisi sukienka ze starych szalików piłkarskich.
Ż-AAAAA-ARTUJĘ.

Eco-Kinder
Jak wyglądałoby przeciwieństwo tej potajemnej edukacji? Nie jak wykład. Kupuj mniej to prawda. I nic z niej nie wynika.
Korporacyjną odpowiedź łatwo sobie wyobrazić:
Jajko Kinder próbuje być eko. Zamiast zabawki wkłada do środka poczucie winy. Dziecko otwiera kapsułkę i znajduje mały certyfikat na papierze z recyklingu:
Twoje pragnienie zostało częściowo zrównoważone.
Ekologiczny jest tu wyłącznie materiał. Najrzadszym zasobem naszych czasów nie jest woda, tkanina ani nawet uwaga, lecz zdolność dostrzegania tego, co już jest. Wszystko musi być nowe, żebyśmy mogli cokolwiek poczuć: rozpakowane, zaskakujące, wrzucone do sieci, opatrzone reakcją, zapomniane. Jeśli Trashka jest coś warta, powinna ćwiczyć wzrok w przeciwnym kierunku: uczyć dostrzegania iskry w tym, co zostało.
Wyobraźmy sobie nową kolekcję: Stoicy późnego kapitalizmu. W kapsułce maleńki Marek Aureliusz w trzech częściach. Instrukcja głosi: Złóż spokój ducha. Zaakceptuj, że znowu trafiłeś śmiesznego pingwina. Nie masz wpływu na zawartość jajka, tylko na swoją reakcję na plastikowe rozczarowanie.
Jeśli świat daje ci sekundę zachwytu, może nie chodzi o to, żeby za każdym razem wyciskać ją z niego na nowo, lecz żeby powtarzać ją inaczej: jako praktykę, nie produkt. Tylko tyle mam na myśli, mówiąc Eco-Kinder. Brzmi łatwo, ale łatwe nie jest. Trzeba się tego nauczyć, tak jak uczysz się wytrzymywać swędzenie bez drapania: nie kupować od razu; nie fotografować natychmiast wszystkiego, co cię poruszyło; zostawić coś nieotwarte.
Kiedyś na odosobnieniu medytacyjnym zapytałam asystenta nauczyciela, czy w ogóle wolno mi się podrapać. Tylko się uśmiechnął. Myślę o tym uśmiechu za każdym razem, gdy trzymam jajko.

Ostatni świadek
I na tym polega okrucieństwo. Radość zaprojektowano na trzy sekundy. Zabawka przetrwa pięćset lat.
Jeśli już musimy mieć pomnik, niech będzie nim kamienne jajko Kinder wielkości katedry: ciężkie, uroczyste, niemożliwe do otwarcia. W środku nic, a właściwie sama struktura oczekiwania, powiększona do rozmiarów cywilizacji.
Ale pomnika nie będzie. Żaden fresk, żaden marmur, nic wyciosanego nie przetrwa tego, co Ferrero odlało w formie. Gdzieś mały, głupi, żółty piesek bez jednego ucha zostanie ostatnim świadkiem wszystkiego, czym byliśmy.
Dlatego wciąż wracam pod Halę Targową. Tak będzie wyglądał raj po końcu świata: żadnych sklepów, same stragany; żadnych nowych kolekcji, tylko to, co przetrwało. Dziewczyny z mocnymi kreskami na powiekach i w różowych okularach przechodzą między stoiskami, bardziej medium niż modelki, wprawiając stare rzeczy z powrotem w obieg. Nikt nie wygląda, jakby ratował planetę. Dzięki Bogu. Przypomina to raczej mały sabat na ruinach dziecięcego pożądania: wybieranie rekwizytów do rytuału. Zasady wstępu do tego raju są surowe, ale uczciwe: musisz przynieść jeden przedmiot, którego nie rozumiesz.
Dziewczyna z różowymi włosami znajduje w kartonie samochodzik. Też różowy, który urodził się na stacji benzynowej w Kalifornii i nigdy nie musiał przechodzić przeglądu. Trzyma go przy twarzy. Na zdjęciu wygląda to jak reklama wolności. Poza kadrem z każdej strony stoją stragany i samochód nie ma dokąd pojechać.

✪ Sen 6
Przy następnym stoisku wielki czarodziej siedzi za stołem przykrytym ceratą w morele i otwiera jajko Kinder. Trochę jak z rosyjskiej baśni, trochę jak nauczyciel fizyki, który po rozwodzie zaczął nosić długie płaszcze.
Pod folią jest następna folia. Pod nią trzecia warstwa, bez logo, pokryta drobnym drukiem po czesku i jakimś języku strefy bezcłowej.
Przełamuje czekoladę. W środku żółta kapsułka. W kapsułce matrioszka. W matrioszce mniejsza matrioszka. W niej dziewczyna w sukience z szalika stojąca pod Halą Targową i trzymająca krzyżówkę Technopolu niczym tablice Mojżesza dla ludzi z ADHD.
Podnosi wzrok. Jest spokojniejsza od ciebie i ma ładniejszą matkę.


Leave a Reply